
Marcin Jaśkowiak PopUpMusic#19 popupmusic.pl
Schemat w Polandzie jest mniej więcej taki: kilku młodych osobników, najczęściej płci męskiej, zaczyna sobie gdzieś tam grać po kanciapach, salkach i innych MOK-ach. Następnie wchodzą w fazę przeglądów młodych kapel oraz małych, z rzadka biletowanych koncertów zlokalizowanych na ogół w swoich rodzinnych miastach. Ich "sława" zatacza coraz szersze kręgi wśród "wtajemniczonych" fanów, czego zwieńczeniem jest osiągnięcie statusu "dobrze zapowiadającego się młodego zespołu bez płyty". Później bywa różnie. Pół biedy, jeśli grają hip-hop, metal lub punko-polo w stylu Pidżamy Porno - wówczas, kto wie - może znajdą swoją niszę - wszak Polska tymi właśnie gatunkami stoi. Gorzej, jeśli owi "młodzi artyści" uprawiają szeroko rozumianą indie/alternatywę. Wówczas najczęściej wszystko trafia szlag, ponieważ tzw. młodzi artyści kończą studia i zaczynają rozglądać się za bardziej intratnymi zajęciami. Zdarzają się oczywiście wyjątki: ostatnio swój debiut w barwach Polskiego Radia wydały lekko prze'hype'owane Muchy. Z drugiej jednak strony inny wieloletni zespół bez płyty, wrocławski Lili Marlene wydał swój debiutancki krążek w sieci salonów kosmetycznych Rossman. Akt rozpaczy - inaczej nazwać się tego nie da.
Jak się ma ten nieco przydługi wstęp do recenzji koncertu/bootlegu Wieży Fabryk wydanego w dodatku własnym sumptem? Ano tak, iż zamiast zachwycać się podłej jakości bootlegiem powinienem właśnie analizować trzeci lub czwarty pełnowymiarowy album tego zespołu. Wszak liczy on sobie już 7 lat. No, ale żyjemy w Polandzie, czyli wracamy do początku recenzji.
A teraz konkret: w muzyce zespołu pobrzmiewają echa zimnej fali, całość napędzana jest chłodnym i nerwowym basem oraz gęstą perkusją. Gitarzysta gra oszczędnie, choć z czujem, zero wieśniackich solówek, nad wszystkim góruje lekko histeryczny, mocny głos Tomka Kaczkowskiego. Teksty to już zupełnie inna historia: słowa-klucze, powtarzane z mantryczną zaciekłością, wciągające, intrygujące swoim prostym, choć niejednoznacznym przekazem. Jeśli miałbym je porównać do czegoś z naszego podwórka, to w pierwszym rzędzie nasuwają się skojarzenia z tekstami Adamskiego z Siekiery. Ta sama brutalna siła skojarzeń.
Nie
będę utyskiwać nad jakością dźwięku, dobrze, że w ogóle można sobie posłuchać
tej muzyki. Wstyd, że ten oficjalny bootleg jest raczej łabędzim śpiewem, niż
początkiem nowego, fonograficznego etapu "kariery" Łodzian. Może warto
byłoby wyjść nieco z gotycko/falowego getta, w którym obraca się zespół? Ja wiem,
że to jedyna scena, która przygarnęła Wieże Fabryk, ale jeśli chce się pójść ze
swoją muzyką nieco dalej, trzeba zgodzić się na małe kompromisy. Inaczej zachwycać
się nią będą tylko tacy onaniści jak ja, a zespół zaliczy finalny etap swojej
"kariery" p.t. "kolejny zmarnowany talent". Naprawdę chcecie
skończyć na zmywaku w Londynie Zdroju???
Maniac cold Serpent.pl/cold
Jeden z tych niewielu polskich zespołów, których istnienie uzasadnia kretynom takim jak ja sens robienia koncertów, zamiast debilnych potańcówek w rytmie germańskiego disco i techno eufemistycznie nazywanymi imprezami dark-independent albo, o zgrozo, gotyckimi. Wieże od lat ściemniają i nie chcą nagrać normalnej płyty. Zamiast wyczekiwanego studyjnego albumu wypuściły więc zapis koncertu, który dały na jednym z Oldskulli i każą się cieszyć, że możemy ich w ogóle posłuchać z płyty. Podobno należy się cieszyć z małych rzeczy, bo poważnych powodów do radości można się nigdy nie doczekać, więc nie wypada nic innego, niż czuć się z tego powodu kontent. A jednak jakby fajne Wieże Fabryk nie były na żywo (a są bardzo fajne, co udowadnia chociażby entuzjastycznie reagująca publiczność), to i tak słuchanie ich w nagraniach koncertowych powoduje, że tylko człowiek bardziej się frustruje, że nie może posłuchać tych piosenek w wersjach studyjnych. Wieże, do cholery, zebrać się w końcu i nagrać, co trzeba! A tak dobrych koncertów jak ten dawać więcej! I tyle mam do powiedzenia...
Maniac cold#3 Serpent.pl/cold
Tego
mi było trzeba. Nareszcie polska grupa, która nie boi się grać po staremu, i robi
to bardzo dobrze. Łódzki zespół wieże fabryk gra zimną falę - klasyczną, polską
zimną falę. Gdyby formacja istniała w 1986 roku, byłaby wymieniana jednym tchem
obok zespołów takich jak Made In Poland, Variete, Madame czy 1984. Na DCR znalazły
się cztery utwory, zarejestrowane w studio łódzkiego Radia Żak. Wszystkie kompozycje
są równe, wszystkie charakteryzują się odpowiednim nastrojem, tempem, obrazowym
tekstem i poruszającą zwolenników starego grania muzyką. {...}
Z niecierpliwością
czekam na dużą płytę.
A.P. Backagain.de
Some weeks ago, I received an Email from Tomek, who runs two Record Labels and a Fanzine in Poland, and he asked me, if he could send some of his releases for review. "Of course," I answered and only a few days later, I received a small package with three fine CDs. First is the Promo-MCD of WIEZE FABRYK (which means "White Factory", I think...). Tomek described the music as Cold Wave and he is right. It is very 80s influenced Guitar-New Wave with a lot of Gothic-Rock moments. I am not quite sure, how to describe the music, but think of The Cure´s "Seventeen Seconds" Album, meeting the clear guitars of Skeletal Family and a little bit of early Clair Obscur atmosphere. The vocals are in Polish language, which sounds a bit strange at the beginning, but becomes very exciting. Well, WIEZE FABRYK can be described as a harder Lucie Cries (if anybody remembers this early 90s Cult band from France.)
Karaluch - Najtvolk.art.pl
Życie jest żółte, śmierć jest sina... Ot, cały tekst piosenki. Ale za to jakiej! Wieże Fabryk zespół młody wiekowo, ale stary muzycznie. Słuchając ich krótkiego dema miałem wrażenie, że przeniosłem się do naszej szarej, polskiej rzeczywistości lat 80. Pamiętacie takie nazwy, jak Siekiera, Variete, Made In Poland czy Madame? Jeśli tak, to na pewno przypadnie wam do gustu ta płytka.
Ważną rolę w muzyce zimno czy nowofalowej zawsze odgrywały teksty. Chodziło o to, by za sprawą jak najmniejszej ilości słów powiedzieć jak najwięcej. Taki minimalizm tekstowy prezentują właśnie Wieże, ale dzięki temu, w połączeniu z muzyką, teksty stają się jeszcze bardziej dobitne i intrygujące. Macie na przykład pojęcie, co to jest kamień z płomienia (Moje Miasto)?
Muzycznie również mamy do czynienia z lekkim minimalizm. Gitara przypomina przesterowany Top20 Roberta Smitha; pobrzmiewa tu i ówdzie, jednakże bez zbędnych solówek czy popisów. Bo przecież nie o wirtuozerię tu chodzi, a o przekaz. A ten jest jak najbardziej dobitny.
Nazwa zespołu sugeruje, że piosenki dotyczą naszej zwykłej i często nużącej, robotniczej rzeczywistości, a taka na pewno jest domeną Łodzi, skąd pochodzą muzycy. Duży plus stanowi świetny bas, dudniące bębny i wspomniana gitara, tworzące nieodłączne tło dla powtarzanych przez wokalistę wersów: W moim mieście wiatr rozpuszcza twarz! Jedyne czego nie rozumiem, to obecność Minuty w sumie fajnego, ale zbyt krótkiego i trochę jednostajnego kawałka (można było pomyśleć o wrzuceniu na płytę świetnie sprawdzającego się na koncertach utworu Po Co...), broniącego się mimo wszystko świetnym tekstem.
A zatem ogromny plus za teksty, a i dla panów muzyków na zachętę za skomponowanie trudnych, ale jednocześnie melodyjnych (w swoim gatunku oczywiście) piosenek. Chłopaki nie przejmują się modą i wracają do brzmień lat 80. Gdyby wszyscy w naszym muzycznym światku nie zawracali sobie głowy trendami, byłoby super. Zespół Wieże Fabryk daje tego znakomity przykład.
MarKucH - Empik News
Wieczór jak w kinie.
Zespół podąża
ścieżką wytyczoną przez kultowe polskie zespoły z lat osiemdziesiątych Variete,
Siekiera czy Madame. Ten sam zimny klimat muzyki, skłaniające do zadumy i chwili
refleksji teksty. Twórczość grupy przesiąknięta jest specyficzną, miejską atmosferą.
Kolejne piosenki podsuwają jakby obrazy z filmu kręconego na ulicach Łodzi, rodzinnego
miasta zespołu. Warto rozejrzeć się za tą płytą z dwóch powodów: po pierwsze to
bardzo dobra muzyka. Z przyjemnością nuci się przebojową piosenkę "Moje miasto"
czy też nastrojowe "W kinie". Po drugie rzadko kto wydaje klasyczne
cztero-utworowe EP-ki, tak wiec kolekcjonerzy powinni być usatysfakcjonowani.
Undead
Albin
Zimna fala wraca do łask,
przynajmniej w kręgach miłośników muzyki alternatywnej, co jest potwierdzone powstawaniem
i reaktywacjami grup reprezentujących tą scenę. Za przykład takiej tendencji mogą
też służyć takie labele jak Furia Musica zajmujące się dystrybucją reedycji pozornie
zapomnianych wykonawców, takich Bruno Wątpliwy czy Variete, aby wymienić tylkmo
kilka. Z drugiej strony zauważyć można obieg chałupniczo wydawanych CDR-ów, których
idea jest w moim przekonaniu atrakcyjna zarówno dla artystów jak i słuchaczy.
Właśnie dzięki CDRom a także udostępnionym na stronie muzyków utworom mamy dziś
możliwość wysłuchać dema wież fabryk, będącego interesującym materiałem czerpiącym
garściami z tradycji coldwave lat 80-ch, który może być kojarzony z dokonaniami
w duchu Killing Joke lub Joy Division.
Tym, co mi imponuje w postawie muzyków
Wież Fabryk jest ich uparte podążanie rzadko uczęszczaną obecnie, choć dobrze
udeptaną ścieżką, co jest nie bez znaczenia w edukacji muzycznej młodszej generacji
tutejszych miłośników mrocznych dźwięków. Mimo surowości nagrania i nieco kiepskiego
brzmienia, to demko zasługuje z pewnością na uwagę. Teksty dobrze dopełniają atmosferę
muzyki (choć mogą się niektórym wydawać pretensjonalne). Brzmienie gitarki basowej,
jest takie, jakie lubię najbardziej, czyli soczyste i głębokie.
Podsumowując,
nagranie jest niezłe, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę jego mierzoną względem
czasu powstania, unikalność. Liczę na to, że grupa popracuje nad brzmieniem i
ulegnie pokusie urozmaicenia stylu, choć w ich konkretnym przypadku trudno uznać
to za konieczność.
M.Alexander 30 sierpnia 2002 Postindustry.org
Wieże Fabryk to młody zespół grający niemłody już gatunek muzyki, a mianowicie zimną falę. Ich demówka, zawierająca cztery utwory ma w sobie klimat tamtych lat. Słychać inspiracje polskimi grupami, takimi jak Variete, ale także takich rzeczy jak wczesny Cure czy Joy Division. Jednak nie ma mowy o imitowaniu tamtych grup - jest to raczej konstruktywna inspiracja. Słuchając tej demówki słychać, że członkowie zespołu znają się na graniu. Kompozycje są składne i spójne, a jednocześnie zachowują chłód, surowość i klimat nagrań z lat osiemdziesiątych. Teksty są dobre, chociaż w paru miejscach zdają się wymagać drobnego doszlifowania. Są też i minusy: Po pierwsze jest krótka i zostawia trochę niedosytu. Wiem, że to tylko demówka, ale tego typu muzyka ma to do siebie, że przyjemnie jest sobie puścić płyte i wczuć się w jej klimat, a tutaj mamy zaledwie 12 minut materiału. Chociaż fakt, że po przesłuchaniu mamy ochotę na więcej mówi chyba sam za siebie. Jest to zespół na który trzeba poważnie zwrócić uwagę.
Andrzej Alternativepop.art.pl
Wieże Fabryk to młody, łódzki zespół grający tradycyjny cold wave. Zespół przeżywał różne perypetie aż w końcu ustabilizował się w składzie z Tomkiem Kaczkowskim na wokalu i w stylistyce zimnofalowej. To dobra ewolucja, bo takich zespołów brakuje na polskim rynku. Można mieć oczywiście zarzuty, że takie granie na początku 21 wieku to odgrzewanie muzyki, która już umarła ale właśnie dzięki takim zespołom nie jest to prawda. Cold wave żyje i ma się coraz lepiej. A pamiętacie lata 80-te kiedy na polskim niezależnym rynku królowały takie zespoły jak Siekiera, Madame, Made In Poland czy Variete ? Łezka się w oku kręci, prawda ? I taka właśnie jest muzyka Wież Fabryk. Przywołuje na myśl najlepsze momenty tamtych czasów. O samej muzyce po wysłuchaniu dema trudno jednak na razie cokolwiek więcej napisać. Ja jestem w o tyle dobrej sytuacji, że widziałem zespół raz na żywo i mam z czym porównywać. Ale demo Wież Fabryk, to właściwie nie w pełnym tego słowa znaczniu demo. Zaledwie cztery krótkie utwory, razem około 11 minut muzyki. Brzmienie jest nieco garażowe ale cztery nagrania wybrane na płytkę zasługują na uwagę. Najbardziej "przebojowo" wypada utwór numer jeden - "Życie". Choć riff grany przez Studnie na początku bardzo przypomina jeden z utworów Siekiery z płyty "Nowa Aleksandria" całe nagranie wypada bardzo dobrze. Podoba mi się wokal , wcześniej nie byłem do końca przekonany do brzmienia głosu Tomka Kaczkowskiego. W tej chwili nie mam zastrzeżeń. Chwytliwy refren, mroczny klimat. Czyli to co dla polskiej zimnej fali było charakterystyczne kiedyś. Takie są też trzy pozostałe utwory (zobacz utwór nr 4). I to właściwie wszystko. Trzeba poczekać na więcej nagrań Wież. Zespół zapowiada się dobrze i warto śledzić jego dalszy rozwój. Warto też wybrać się na koncert jeśli zawita do waszego miasta.
Unkas Liberation #9
Zimna fala, czy jakieś historyczne nagrania?
Na szczęście
ta kapela istnieje i cieszy duszę.
Szkoda że tylko 4 utwory. Mam do tej muzyki,
bardzo emocjonalny stosunek "w stanach na słowa nie -przetłumaczalnych".
I trafia w głowę, skłania do refleksji. Niesamowicie melodyjne.
Dobrze że
ktoś gra w ten sposób.